Zapomniane piekło: hitlerowskie obozy w Bieżanowie i Prokocimiu

 

Mieszkańcy Bieżanowa chcą, aby tereny dawnych filii nazistowskiego obozu Płaszów zostały oznakowane.

Teraz na miejscach po zlikwidowanych barakach są osiedla domów jednorodzinnych.

Mało kto wie, co było tu wcześniej.

Tu także było piekło i ginęli ludzie.

Szkoda, że władze Krakowa nie dbają o podobozy w Bieżanowie i Prokocimiu - napisała do nas Magdalena Krzepkowska z Bieżanowa, młodziutka mama, która od kilku lat bada wojenną historię Bieżanowa.

Teraz na terenie byłych obozów nie ma żadnej tabliczki z informacją o tym, co tu kiedyś było.

Trudno także dotrzeć do danych na ten temat.

Magdalena Krzepkowska nie chce, aby ta historia została zapomniana.

W domu rodzinnym jako mała dziewczynka słyszała o Julagu III (żydowskim podobozie obozu w Płaszowie).

- Moi dziadkowie zmarli, kiedy miałam kilka lat i wielu informacji nie zdążyli mi przekazać - opowiada.

- Trochę więcej dowiedziałam się z kilku książek, spisanych wspomnień więźniów i innych mieszkańców Bieżanowa, którzy obozy pamiętają lub słyszeli o nich od swych rodzin.

Niestety, świadków jest już coraz mniej.

Aby ocalić pamięć o tych miejscach trzeba się spieszyć.

Od czasu do czasu pojawiają się w okolicach ulicy Złocieniowej i Sucharskiego rodziny żydowskie.

- Między ulicami Sucharskiego i Złocieniową szukają śladów Julagu, w którym mieszkali i ginęli ich przodkowie.

Być może ciągle leżą tu ich szczątki.

Moi rodzice opowiadali, że gdy któryś z więźniów podczas pracy przy nasypach kolejowych zasłabł lub popełnił najmniejszy błąd, dostawał kulkę i od razu był zasypywany.

Nie wiadomo, ilu Żydów tak właśnie skończyło - opowiada pan Władysław, który zgodził się pokazać nam teren obozu.

Pani Magda zauważa, że skoro w tym roku Bieżanów obchodzi jubileusz 800 - lecia, to może jest okazja, aby przypomnieć o tych miejscach, uświadomić, że obóz Płaszów to nie tylko rejon między ulicą Jerozolimską a Kamieńskiego.

Ślady w literaturze

Katarzyna Zimmerer, autorka książki "Zamordowany świat. Losy Żydów w Krakowie 1939 - 1945" pisze o Julagach: "Na początku czerwca 1942 roku powstały w Krakowie trzy obozy pracy przymusowej dla Żydów (judenarbeitslager), zwane w skrócie Julagami.

Julag I założono w Płaszowie, podobozy Julag II w Prokocimiu i Julag III w Bieżanowie.

Kierowano do nich ludność żydowską z mniejszych miast i miasteczek dystryktu krakowskiego.

Osadzeni w nich ludzie pracowali przede wszystkim jako robotnicy na kolei Ostbahn, a także w różnych firmach i przedsiębiorstwach na terenie Krakowa.

Ich położenie było niezmiernie ciężkie.

Praca ponad siły, niewystarczające racje żywnościowe, antysanitarne warunki i straszliwa dyscyplina, egzekwowana terrorem, prowadziły do błyskawicznego wyniszczenia więźniów.

Raz na jakiś czas wolno im było jednak, po uzyskaniu specjalnej przepustki, pójść do getta, by skorzystać z istniejącej tam łaźni i odwszalni.

Przy okazji dokarmiani byli w bezpłatnej kuchni Bejt Lechem, zorganizowanej przez Judenrat i Żydowską Samopomoc Społeczną".

14 listopada 1943 r. zlikwidowane zostały żydowskie podobozy w Płaszowie (Julag I), Prokocimiu (Julag II) oraz w Bieżanowie (Julag III).

"Podczas akcji likwidacyjnej w Bieżanowie zabito na miejscu kilkanaście osób, w Prokocimiu nie ustaloną liczbę kobiet i dzieci.

Około 1300 więźniów przewieziono do obozu w Płaszowie i tu poddano kolejnej selekcji, po której rozstrzelano ok. 80 osób, wśród nich wszystkie dzieci, a także osoby stare, chore i nie nadające się do pracy.

Po kilku dniach wysłano z Płaszowa transporty z więźniami" - pisze Katarzyna Zimmerer.

O Julagach wspomina także Agata Maksymowicz w publikacji "Bieżanów - społeczność lokalna, przeszłość i teraźniejszość": "W Bieżanowie istniała filia obozu pracy z Płaszowa: powstała w lipcu 1942 r. w przysiółku Gaj.

Przez miejscowych zwana była "Liban".

W obozie przebywali obywatele polscy żydowskiego pochodzenia pracujący przy wznoszeniu nasypu kolejowego.

Ich liczba szacowana jest przez historyków na ok. 600, a pod koniec funkcjonowania na 1000 osób".

Data likwidacji obozu oraz dalsze losy więźniów są niejasne.

Tadeusz Wroński, autor "Kroniki okupowanego Krakowa", podaje, że koniec nastąpił 14 października 1943 r., kiedy to Niemcy rozstrzelali ok. 60 Żydów a resztę przewieźli do Płaszowa.

Natomiast w opracowaniu "Obozy hitlerowskie na ziemiach Polski" podano datę likwidacji 10 listopada 1943 r.

Wtedy więźniowie mieli zostać przeniesieni do obozu w Skarżysku - Kamiennej.

W spisanych wspomnieniach bieżanowiaków zachował się opis tego miejsca, w czasie, gdy nie było już tam więźniów: "Filia płaszowskiego obozu, gdzie Niemcy przedtem trzymali więźniów żydowskich do pracy (...), teraz nie zdradzała znaku życia.

Posępne, nieoświetlone baraki, wieżyczki strażnicze opuszczone lub rozebrane, ogrodzenie z drutów, puste, wyewakuowane.

Starsi mieszkańcy pamiętają katorżniczą pracę wynędzniałych więźniów i dwa rzędy baraków, które miejscowa ludność w 1945 r. rozebrała i wykorzystała jako materiał na budowę domów."

Nowy komendant
Ryszard Kotarba z wielickiego Instytutu Pamięci Narodowej potwierdza, że warto byłoby na terenie dawnych podobozów w Bieżanowie i Prokocimiu ustawić upamiętniające tablice informacyjne.

Przypomina, że więźniami byli tu Żydzi z Krakowa, powiatu krakowskiego, miechowskiego i wysiedleńcy z dalszych okolic.

Te obozy pracy miały wspomagać gospodarkę wojenną III Rzeszy.

Niemcom zależało na stworzeniu tras komunikacyjnych dla transportu wojskowego.

Jak czytamy w opracowaniu IPN "Niemiecki Obóz w Płaszowie 1942 - 1945" w obozie położonym na terenie dawnych pastwisk w Bieżanowie - Gaju, było kilka baraków mieszkalnych, kuchnia, pralnia, łaźnia.

Więźniowie, średnio ok. 600 osób, w tym 60 kobiet, pracowali przy robotach kolejowych (budowa torów, nasypów, wiaduktów).

Spokój w obozie trwał do września 1943 r. kiedy to nadzór na nim przejął komendant ZAL Płaszów i zaprowadził jak mówiono - "porządek jerozolimski".

Obóz ogrodzono, zaostrzono dyscyplinę.

Komendantem został Viktor Rischek, młody, cyniczny zbrodniarz, któremu radość sprawiało prześladowanie i mordowanie więźniów.

Został jeden dom
W bieżanowskim obozie przebywała Róża Soldinger, obecnie mieszkająca w Izraelu.

Tak wspomina ten koszmar: "Na początku jeszcze nie było tak źle w obozie, dokąd nie pojawił się nowy komendant - Lindner.

To był okrutny człowiek, szykanował ludzi i bił przy pracy i w obozie.

Za czasów Lindnera wydarzył się też straszny wypadek przy pracy budowy torów kolejowych: dwaj robotnicy Żydzi nieśli ciężkie belki na progi kolejowe.

Nagle zajechał pospieszny pociąg.

Oni się tak strasznie przelękli, że ze strachu rzucili te deski na tory i uciekli na bok.

Nie stało się nic, pociąg się nie wykoleił, ale Lindner, który to widział, złapał tych dwóch pracowników, kazał im zejść do wykopanego dołu pod tory kolejowe i żywcem ich tam zamurował."

Nasi przewodnicy pan Władysław, pani Magda i 80 - letni pan Stanisław Dziob, radny Dzielnicy XII Bieżanów prowadzą nas na miejsce tej tragedii.

Dziś to czynny wiadukt nad ulicą Półłanki.

- To główny tor towarowy ze wschodu - tłumaczy Stanisław Dziob.

Więźniowie, aby zbudować potężny węzeł kolejowy między Bieżanowem a Płaszowem musieli przetransportować setki tysięcy metrów sześciennych ziemi.

Wszystko robili ręcznie.

Przy ulicy Złocieniowej został po nich niedokończony nasyp, wiadukt kolejowy.

- Przy torach pracowali zarówno więźniowie z Julagu II jak i Julagu III.

W Bieżanowie obóz zajmował dużo mniejszy teren niż ten w Prokocimiu - mówi Stanisław Dziob.

- Julag prokocimski ciągnął się od ulicy Czechowicza do cmentarza w Prokocimiu.

Cmentarz powstał jednak już po wojnie.

Dzisiaj nic po obozach już nie zostało.

Na terenie Julagu II dzisiaj jest duże osiedle domów jednorodzinnych.

Został chyba tylko jeden stary dom, który pamięta tamte czasy.

Mieszkańcy Bieżanowa będą występować do rady Dzielnicy XII, aby zabiegała o oznaczenie terenów dawnych Julagów.

Być może przy okazji drugiego etapu prac porządkowych w obozie Płaszów, takie tablice mogłyby zostać wykonane.

Opisy do załączników:
1 - W tym wiadukcie przy ul. Półłanki zamurowano dwóch Żydów

W tym wiadukcie przy ul. Półłanki zamurowano dwóch Żydów

Tekst: Anna Agaciak
Zdjęcie: Andrzej Banaś
Źródło: ''Dziennik Polski'' z dnia 15 grudnia 2012 r.

Zobacz Także

blog You tube facebook Twitter Google +

Kontakt

Forty CK Adam Kurelewicz
E-mail: fortyck@fortyck.pl

Fortyck.pl